28 lipca 2015

Prolog

    Często zastanawiałam się nad swoim losem, przechadzając się po opuszczonym budynku basenu. Byłam ciekawa, co działoby się w moim życiu, gdyby nie tamte spotkanie. Oglądając kolorowe graffiti i wchodząc na niestabilnych, pourywanych stopniach, nie myślałam o niczym innym, a swojej alternatywnej przyszłości, która miałaby zastąpić tę obecną.
    Porozrzucane, potłuczone butelki walały się pod moimi nogami. Nozdrza wyczuwały nieprzyjemny zapach połączony z drobinkami kurzu, który drażnił. Miejsce te przypominało poniekąd pijacką spelunę, kryjówkę jakiejś szajki, chociaż przebywała tam głównie młodzież pijąca w ukryciu alkohol i nadużywająca prochy. Nieraz przechodziłam obok wiotkich ciał sepleniących nastolatków, zastanawiając się, czy ja także mogłam wylądować w tym miejscu, leżąc nieprzytomnie w swoich wydzielinach.
    Ruiny niewykończonego basenu skrywały swoje mroczne tajemnice. Im wyżej wchodziło się po stopniach, tym mniej miejsce te przypominało spelunę. Nietrzeźwi ludzie nie mieli szans na wspięcie się na ostatnie piętro, gdzie brakowało schodków, by na nie dotrzeć. Niczym parkour-owiec próbowałam podciągać się na łokciach, uprzednio skacząc z ostatniego schodka, byleby dostać się do własnego azylu. Jeden niepewny ruch groził upadkiem z dużej wysokości. Mimo wszystko, ryzykowałam. Ryzykowałam, ażeby chociaż przez chwilę poczuć smak wolności, odetchnąć od codzienności.
    Usiadłam na starym materacu, który jakimś cudem kiedyś tutaj przywlokłam i rozkoszowałam się widokiem, jaki mnie otaczał. Rysunki na ścianach były w tym miejscu jeszcze bardziej niesamowite, niż na niższych piętrach, a brak ściany od zachodniej strony pozwalał na podziwianie pięknego zachodu słońca.
    Pogoda tego dnia była zadziwiająco ciepła, jak na kwietniowy wieczór. Promienie delikatnie ogrzewały twarz, a przyjemnie ciepły wiatr otulał policzki. Czuć było zbliżającą się falę upałów.
    - Dev! - Usłyszałam znajomy głos. W pierwszym momencie miałam nadzieję, że to jakieś omamy, halucynacje, czy też moja podświadomość płatająca mi figle, jednak kiedy wołanie się nasiliło, zrozumiałam, że on tutaj faktycznie jest.
    - Co ty tutaj robisz?! - Zawołałam zdenerwowana w stronę, z której słyszałam krzyk.
    Zwlokłam się z materaca i podeszłam do wejścia, skąd sama przyszłam. Przede mną nikogo nie było.
    - Stęskniłaś się? - Poczułam oddech na swoim policzku i od razu się wzdrygnęłam. - Nie wysilaj się, oczywiście, że się stęskniłaś. - Zaśmiał się.
    Powoli odwróciłam się do tyłu, stając twarzą w twarz ze swoim największym koszmarem. Wpatrywaliśmy się zacięcie w swoje oczy. Po jego twarzy spływała krew, którą pewnym, wyzywającym gestem zlizywał długim językiem. Uniósł powoli dłoń z przerażająco długimi szponami i przejechał wskazującym palcem po moim policzku, pozostawiając piekącą ranę.
    - Jak to... - Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Wpatrywałam się w te okropne oczy, nie potrafiąc wytłumaczyć sobie, co się właśnie dzieje. -Przecież myślałam, że ty... Że my...
    Zaśmiał się ponownie, przerywając mi wpół zdania.
    - Jednak żyję. - Kolejna fala złowieszczego śmiechu rozniosła się echem po budynku. - Zaskoczona?

Witam serdecznie.
Chciałabym Was serdecznie zaprosić na tę oto historię, mam nadzieję, że przypadnie do gustu niejednej osobie. :)
Piszcie, co sądzicie. Konstruktywna krytyka mile widziana. ;)
Niedługo uzupełnie zakładki, dodam spamownik, w którym będziecie mogli się reklamować (z pewnością zajrzę na niejeden Wasz blog). Póki co, blog jest we wstępnej fazie, więc wybaczcie mi braki.
Do następnego i do zobaczenia na Waszych blogach ;*